News

17 04

T.Chrapowicki - Polskie rugby w Rumunii, Stadjon 08.05.1924

W dniach 20 i 22 kwietnia 1924 roku Orzeł Biały wzmocniony zawodnikami I pułku Artylerii Przeciwlotniczej oraz Francuskiej Misji Wojskowej rozegrał mecze z reprezentacjami A i B Rumunii, spotkania te traktowane są jako pierwszy występ reprezentacji Polski. Pisze o tym Tadeusz Chrapowicki w pierwszej części artykułu, który Stadion opublikował 08 maja 1924 roku, wkrótce druga część.

Dzień 17 kwietnia 24 r. upamiętnił się w historii Z.S. Orła Białego, jako dzień pierwszego wyjazdu rugbymanów za granicę. Dnia tego pośpiesznym wieczorowym pociągiem udało się do Bukaresztu 22 ludzi: piętnastka reprezentacyjna wraz z rezerwą (5) oraz przedstawiciele - sport polskiego p. Br. Kowalewski - wiceprezes Zw. P. Zw. Sp. Oraz p. Triat - delegat poselstwa francuskiego.
 Pomimo wesołych pożegnań i co ważniejsze b. miłych i smacznych prezentów na drogę, twarze wszystkich były dość posępne, zakłopotane - widać było, iż każdy ma swojego „robaka”. Przyczynił się do tego w dużej mierze brak miejsc siedzących, a to dzięki niezwykłej uprzejmości i sprytowi delegowanych, którzy zamiast starać się o zajęcie miejsc dla drużyny, usadawiali z niezwykłą pieczołowitością publiczność. Niedługo jednak pokrzywdzeni stali w przedziałach, pasażerowie zaczęli opuszczać wagony, a miejsca wolne zaczęły przybywać.
 O godzinie 15-ej w wielki piątek przybyliśmy do Sniatynia, ostatniego posterunku polskiego. Po małej rewizji i ostemplowaniu dowodów osobistych pociąg nasz „wyrywał” przez pas graniczny do pierwszej stacji  rumuńskiej Grigore Chica Vode. Stąd po przeprowadzeniu formalności granicznych wtoczyliśmy się na tory rumuńskie. Ale widać tu było duże braki zarówno w bieżni, jak i w stylu naszego szybko-jadącego pociągu. Dawały się odczuwać stałe wstrząsy, kołysania i silne zwroty na zakrętach. Tak dojechaliśmy do Czerniowic, gdzie oczekiwał nas delegat rumuński „Comisiunei de Football-Rugby” niezwykle sympatyczny i miły p. Petre Vasescu. Po nawiązaniu znajomości, zaczą nam opowiadać z wielką pewnością siebie i zadowoleniem o swych wychowankach (Vasescu był instruktorem rugby w Rumunji), ich zamiłowaniu do rugby, odwadze i postępach w tej dziedzinie sportu.

 Rugby w Rumunji jest uprawiane już od 10 lat. Sport ten został wprowadzony do Rumunji przez młodzież wracającą do kraju ze studiów we Francji a uprawiającą grę w owalną piłkę w I drużynach czołowych klubów francuskich. System prowadzenia gry został całkowicie zapożyczony od Francuzów. W r. 1919 drużyny rumuńskie po raz pierwszy spotkały się za granica, gdzie poniosły sromotną klęskę (Paryż). Pomimo tego pracują i doskonalą swe drużyny. Praca nie poszła na marne. Rugby zdobywa coraz więcej zwolenników, specjalnie wśród wojskowych i uczącej się młodzieży. Oprócz klubów: Tennis Club Roumain, Stadjul Roumain i Student Sportul, rugby wkracza do szkół, gdzie zorganizowano kilkanaście drużyn.
 Obecnie Bukareszt - bo tylko miasto uprawia rugby w całej Rumunii - posiada 3 drużyny pierwszej klasy i około, 10 drużyn drugiej klasy. Czas od r. 1919 do r, 1923 był okresem nauki, opłacanej stale klęskami. Dopiero r. 1923 stwarza przewrót. Rumunowie zaczynają zwyciężać i wychodzić honorowo ze spotkań międzynarodowych (Heidelberg, Lipsk). To zachęciło Rumunów do wysłania swej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie. Ustanowiono dwie drużyny z najlepszych graczy; silniejszą nazwano „Probables”, słabszą „Possibles”. Z drużynami temi „Orzeł Biały” miał rozegrać mecze. Zwycięstwo Rumunów miało zdecydować o ich wyjeździe do Paryża. Dlatego też spodziewano się gry zaciętej, gdyż gracze, oceniani przez starych sędziów i odpowiednio kwalifikowani, starali się jaknajwięcej dać z siebie wysiłku.

 Dn. 19.4 o godz. 9.30 przybyliśmy do celu - Bukaresztu. Gromada widzów i przedstawicieli klubów wyszła na spotkanie. Pierwszy powitał nas w imieniu Komisji Rugby, wiceprzewodniczący najwyższej władzy sportowej Federacji S.S.R. - Gr. Caracostea. Na co odpowiedział z naszej strony p. Amblard. Z dworca samochodami udaliśmy się jedni do hotelu „Splendid”, drudzy do Narodowego Instytutu Wychowania Fizycznego.
 Jest to wyższa szkoła rumuńska przygotowująca kandydatów na nauczycieli i nauczycieli wychowania fizycznego w szkołach, instruktorów wojskowych i stowarzyszeń sportowych. Instruktorami są wojskowi, którzy ukończyli Joinville de Pont lub Instytut w Szkokholmie. Gmach instytutu jest ładny i utrzymany w porządku i czystości - co stanowi przeciwieństwo do sąsiednich domów i ulic. Rumuni w ogóle nie przepadają za czystością. Szkoła posiada specjalne sale: gimnastyki, szermierki i boksu - na ten ostatni zwracają dużą uwagę - boisko do gier i zabaw ruchowych, ciepłe prysznice i t.d. Obecnie przystąpili do budowy dużego stadjonu, na którym powstaną jeszcze w tym roku boisko do piłki nożnej i rugby, bieżnia lekkoatletyczna sześciotorowa, korty tenisowe i potężne trybuny. Boisko to leży w dole i jest zasłonione od wiatru.

 Po wzięciu ciepłego prysznicu i małym posiłku oczekiwaliśmy na obiad. Po obiedzie udaliśmy się na boisko, by trochę przeciągnąć kości zbite podróżą. Krótki pobyt na boisku, połączony z ćwiczeniami dobrze zrobił. Wszyscy czuli się weselsi i lżejsi. To też powrót z boiska był nawet za wesoły. Przez całą drogę bractwo śpiewało, co miało sił. Bukareszt był zdziwiony, i zadowolony. Policjanci rumuńscy, którzy w takich chwilach nie są pewni swego autorytetu, nie wiedzieli co robić. Tuż za nami przyjechał prezes Kolonji polskiej p. Alfons Knappe z wiceprezesem p. Paschalskim, zapraszając nas na tradycyjne jajko do Kolonji polskiej, poprzedzone uroczystym nabożeństwem. Oczywiście zaproszenie zostało ogromnie żywo i sympatycznie przyjęte.

 Nazajutrz wszyscy po nabożeństwie udali nie do kolonji. Otwarcia uroczystości dzielenia się jajkiem dokonał p. poseł Wielowieyski, rozpoczynając od Warszawian. Następnie przystąpiono do jedzenia. I tu małe zdziwienie. Pomimo zaproszeń, nikt nie pił, ani jadł, a to wskutek obawy obciążenia żołądka. To było niezbyt dobrze widziane przez kolonję i trzeba było dużo tłumaczeń i przekonywań, ażeby wyjść cało i jaknajszybciej z tej opresji. Do reprezentowania warszawiaków zostali upoważnieni pp. Kowalewski i Triat.

 Mecz został wyznaczony na godz. 4.30, „Orzeł Biały” wystąpił w następującym składzie: tyłowy - Restorf, linja biegunów: Chrapowicki, dr. Goldman, Selaquet, Amblard. Łącznicy zmagania: Baquet, - otwarcia Kramer. Atak, III linja: Malinowski, Dulac, Ługowski R. II linja: Czyżewski, Rosiński, I linja: Sawicki, Rotwand, Cabosche, rezerwa dr. Puszet, inż. Gillewicz.
 Rumunja „Probables” tyłowy Floria, linja biegunów: Benita, N. Marescu, Stefescu, Vidrascu, łącznicy zmagania: Tanczescu, otwarcia Cocioceanu. Atak: III linja: Manu (kpt. druż.) Vardala, Craturceu II linja: Marian, Nadelcorici, I linja: Armazel, G. Stefescu, Machailescu.
 Boisko wybierają Rumuni. „Orzeł Biały” rozpoczyna grę. Piłkę kopie Baquet. Rumuni chwytają piłkę i przeprowadzają atak. Niezwykle szybka linja biegunów i ciągłe posiadanie piłki przez atak rumuński robi swoje. Gra zaczyna się przybliżać do linji celu polskiego, a stąd zaczynają się sypać przeniesienia, jak z rogu obfitości. W drużynie warszawian widać brak zgrania i zdecydowania. Do przerwy 21:0. Po przerwie Rumuni pomimo zmęczenia znów atakują. Orzeł Biały ogranicza się do defensywy. Z placu zostaje zniesiony Baquet, wskutek skręcenia wiązadła w kolanie, zastępuje go Gillewicz. Brak obstawienia graczy, robi to, że Rumuni przedzierają się często i swobodnie za linję celu. Druga połowa kończy się 25:0 ogólny rezultat 46:0 (w piłce nożnej rezultat ten odpowiadałby 14:0).
 Wadą drużyny pierwszego dnia była gra bez serca i mało celowa. Z drużyny rumuńskiej wyróżnił się: Merescu, Manu i Stefescu M.
 Publiczność około 6 tysięcy, wśród widzów byli obecni przedstawiciele władz rumuńskich; z polskich konsul z sekretarzem i kolonja polska.

Galeria

Komentarze

Artykuł nie ma jeszcze komentarzy

dodaj komentarz
  • Nick:
  • Tytul:
  • Treść:
  • Pozostało znaków:150